Podróże

Marokańska nabrzmiała sensualność.

By


„Marzyły mi się dalekie podróże przez kraje Południa; oczyma duszy widziałem Orient z jego niezmierzonymi pustyniami i pałacami, rojny od wielbłądów ustrojonych mosiężnymi dzwoneczkami… Widziałem błękitne morza, czyste niebo, srebrzysty piasek i kobiety o smagłej skórze i płomiennych oczach, szepczące do mnie w mowie hurys.” [G. Flaubert, Les Mémoires d’un fou]


W Maroku wszystkie zmysły doznają rozkosznej, choć uporczywie intensywnej stymulacji. Wzrok, wytężony do granic możliwości, próbuje objąć choć część mijanych kolorów, odcieni, wzorów, kształtów i faktur. Lazur oceanu, błękit nieba, karmin ziemi, zieleń trzciny cukrowej. Zmysłowość arabesek z pałacu El-Bahia przyprawia o zawrót głowy. Słuch pieszczony jest szumem fal oceanu, rozbijających się o mury obronne miasta, śpiewem i grą ulicznych muzyków, gwarem rozmów, krzykiem mew, kołujących nad targiem rybnym w poszukiwaniu kolacji. Smak, zaproszony do ekscytujących doznań, rozpływa się w zachwycie nad pięknem harmonii, którą tworzą w posiłkach zespolone w jedność, różnorodne przyprawy. Węch raz przeżywa ekstazę, gdy dociera do niego intensywny, słodki zapach płatków różanych i kwiatów pomarańczy, dodawanych do olejku arganowego, z radością upaja się aromatami kolorowych przypraw – kuminu, kurkumy, papryki, imbiru i szafranu oraz świeżych ziół – kolendry, mięty i pietruszki, by po chwili z przykrością zarejestrować ostry zapach wnętrzności ryb wyłowionych o poranku, cierpką i mdlącą woń kociego moczu oraz gryzący zapach spalin, wydobywający się z rur wydechowych zdezelowanych motorynek. Dotyk w jednej chwili błąka się między chłodną powierzchnią ceramicznych mis a gorącą, cienką taflą szklanki z zieloną herbatą miętową, w następnej zaś zapada się w rozgrzanym słońcem piasku, zostaje sparaliżowany w kontakcie z lodowatymi falami oceanu, zanurza się w szorstkiej sierści wielbłąda, mięciutkim futerku młodego osła, rozkoszuje się gładką i umięśnioną sylwetką konia berberyjskiego.

Ta intensywność doznań wzmaga apetyt na życie i sprawia, że chciałoby się, tak jak Eugène Delacroix w 1832 roku, wtopić w tłum, zostać na dłużej, najlepiej na zawsze. Malarz „przez trzy miesiące spędzone w Tangerze nosił miejscowy strój i podpisywał listy do brata ‚Twój Afrykanin’.” [A. de Botton, Sztuka podróżowania, str. 69.] Wrażenia, których doznaje człowiek, wkraczając do mediny marokańskiego miasta, są łudząco podobne do tego, co odczuwał Gustave Flaubert przebywając w Egipcie – „To tak jakby podczas snu zostać ciśniętym w sam środek symfonii Beethovena, w ogłuszającą wrzawę sekcji dętej, pohukiwanie basów i westchnienia fletów; każdy szczegół usiłuje chwycić cię w swoje szpony; dobija się twej uwagi; lecz im bardziej koncentrujesz się na nim, tym gorzej rozumiesz całość…” [Ibidem, str. 80]


Doznania miejskie, nie są jednak nawet w połowie tak emocjonujące, jak konna wędrówka przez marokańskie gaje arganowe, przeprawa konna przez strome podejścia górskie i gęsto porośniętą trzciną rzekę, obozowanie pod rozgwieżdżonym niebem na stromym klifie, schodzącym do oceanu, galopy przez surowe, berberyjskie wioski oraz długie, puste i piaszczyste plaże, przeprawa przez wąską półkę skalną z koniem w ręku i wiele innych przygód, których można doświadczyć na bezdrożach tego wspaniałego kraju. Zapraszam Cię do obejrzenia fotograficznego wycinka naszych marokańskich doświadczeń.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Trackbacks and Pingbacks