Muzyka

Wielkoczwartkowy zachwyt. Misteria Paschalia 2018.

By

 

W czwartkowy wieczór organizatorzy Misteria Paschalia po raz kolejny przychylili nieba krakowskiej publiczności. Zestawienie elektryzującej {oh!} Orkiestry Historycznej z perfekcyjnie brzmiącym The Marian Consort wywołało efekt, daleko przekraczający najśmielsze oczekiwania. Artyści zaprezentowali program, przedstawiający w pigułce historię brytyjskiej muzyki dawnej – od późnego renesansu do schyłku baroku. Dowland-Purcell-Händel. Wszyscy w wydaniu elegijnym. Oprócz Mr Henry Noell his Funerall Psalmes oraz Hear my prayer, O Lord w pierwszej części koncertu usłyszeliśmy także Concerto grosso nr 3 a-moll Francesca Scarlattiego. Orkiestra Historyczna z Martyną Pastuszką na czele tym samym umożliwiła słuchaczom zetknięcie się z twórczością znacznie mniej znanego członka rodziny Scarlattich. O ile bowiem spuścizna Alessandra (brata Francesca), czy Domenica (syna Alessandra) jest powszechnie znana wszystkim miłośnikom baroku, o tyle utwory Francesca wciąż pozostają w cieniu i oczekiwaniu na zainteresowanie. Drugą częścią koncertu zawładnął absolutnie G. F. Händel. Funeralny anthem The ways of Zion do mourn, napisany na cześć zmarłej królowej Wielkiej Brytanii Wilhelminy Charlotty Karoliny Brandenburg-Ansbach (1683-1737), kontynuował żałobną narrację części pierwszej. Na bis zaś, którego publiczność stanowczo się domagała, {oh!} i Marian Consort wybrali chór z Mesjasza And the Glory of the Lord, nastrojem niejako wybiegając w niedaleką przyszłość Wielkiej Nocy.

Utwór Dowlanda pozwolił wyciszyć myśli i wdrożyć się w tematykę koncertu. Hear my prayer, O Lord Purcell’a ukazało zaś w pełni kunszt Marian Consort – ich piękną, spójną barwę, zgranie, perfekcyjną intonację. Poszczególne głosy bardzo klarownie wprowadzały temat, a następnie, bez zapędów do dominacji, stapiały się w doskonałą jedność, ustępując pierwszeństwa kolejnemu głosicielowi tematu. O nienagannej dykcji brytyjskiego zespołu zapewne nie muszę nawet wspominać. Orkiestra Historyczna natomiast czarowała swą żywiołowością, energią i emocjonalnością. Wobec takiej gry, słuchacz nie może pozostać obojętny – mimowolnie skupia całą uwagę na muzykach i wgryza się wraz z nimi w kolejne takty, przepełnione barokową retoryką. Wśród instrumentalistów szczególnie wyróżniał się lutnista Dohyo Sol, który nie tracił ani na chwilę kontaktu ze współwykonawcami, zdawał się wręcz oddychać wraz ze śpiewakami. Kulminacją wieczoru był jeden z najpiękniejszych utworów Händla – The ways of Zion do mourn. To z niego zaczerpnął inspirację W. A. Mozart do napisania tematu części Requiem aeternam w swojej słynnej mszy żałobnej. Do dziś nie mogę przestać nucić w myślach pełnego uroku kwartetu solistów “When the ear heard her…”, w którym splotły się głosy m.i. Rory’ego McCleery i Charlotte Ashley Reid. Poprzez znaczne uproszczenie fakturalne, melodyczno-rytmiczne i harmoniczne, część ta stanowi urzekający kontrast w stosunku do bardziej skomplikowanych fakturalnie – polifonicznych, bądź “pompatycznych” (nota contra notam, długie wartości, chromatyka) fragmentów anthemu. W wydaniu Marian Consort zabrzmiał kwartet z naturalną czułością i słodyczą, co niewątpliwie było zgodne z intencją kompozytora wobec tej części.

Na koniec nie mogę nie wspomnieć o czarujących kierownikach poszczególnych zespołów – Martynie Pastuszce na czele {oh!} Orkiestry Historycznej i Rory’m McCleery’m, przewodzącym wokalistom z The Marian Consort. Z rozmysłem dobrany to był duet artystów, którzy przy niewątpliwym dbaniu o perfekcję wykonania, nie zapominali o publiczności – nawiązywali z nią kontakt, utrzymywali napięcie pomiędzy sceną a widownią i tak skutecznie “czarowali”, że choć od koncertu minął już prawie tydzień, do dziś nie mogę się otrząsnąć z wrażenia, jakie na mnie wywarł. Program, co charakterystyczne dla Misteriów, nie tylko prezentował sensownie zestawione ze sobą utwory za pomocą czytelnego dla wszystkich klucza, ale także był stosowny do charakteru Wielkiego Czwartku. Przeprowadzenie chronologicznej linii przez całą szerokość epoki było zaś świetnym pomysłem na pierwszy z koncertów w Centrum Kongresowym – dało to bowiem publiczności ogląd, z jaką muzyką zetkną się w kolejnych dniach festiwalu. Jeden z czwartkowych utworów pojawił się wręcz w całości (choć w zupełnie innej interpretacji), jako bis koncertu sobotniego… ale o tym w kolejnym tekście. Zapraszam serdecznie do śledzenia moich relacji z tegorocznej edycji zarówno te osoby, którym nie udało się dotrzeć na koncerty, jak i te, które były i chcą powspominać, a może nawet wyrazić swoją odmienną opinię w komentarzach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Trackbacks and Pingbacks