Muzyka

Pergolesi, Lezhneva, zawał serca i inne aspekty Wielkiego Piątku A.D. 2017

By

Najważniejszy koncert piątego dnia festiwalu Misteria Paschalia był niewątpliwie jednym z tych emocjonujących wydarzeń, o których krakowska publiczność dyskutować będzie przez najbliższe kilka miesięcy. Jeśli ktoś bowiem w piątkowy wieczór spodziewał się usłyszeć wyłącznie znane wszystkim doskonale Stabat Mater Pergolesiego, musiał przeżyć niemały szok, gdy stało się oczywiste, iż rolą tego utworu jest jedynie (i aż) dostojne zwieńczenie kolorowej, „neapolitańsko-apulijskiej” mozaiki, zaprezentowanej przez energetyzującą Le Poheme Harmonique.

Koncert rozpoczął się uroczystą intonacją sekwencji. Zaraz po tym spokój słuchaczy został im nieodwracalnie odebrany. Obserwując reakcję publiczności, można było zarejestrować szok, rozbawienie, niedowierzanie, dezorientację i pewnie wiele innych emocji. Co spowodowało to ogólne poruszenie? Otóż proszę sobie wyobrazić wyciszoną, skupioną widownię, przygotowaną na kontemplację Męki Pańskiej lub/i podziwianie kunsztu najwybitniejszego dzieła G. B. Pergolesiego oraz wykonawstwa światowej klasy artystów. Cisza. Powaga. Czerń. Nagle – gdzieś od strony widowni rozlega się męski śpiew o radosnym, tanecznym charakterze, w towarzystwie teorby (konkretnie arcylutni), gitary, instrumentów perkusyjnych i smyczkowych. Neapolitański duch. Ludowość. Energia. Korowód rodem z ulic Neapolu przemaszerował przez środek widowni i zatrzymał się na scenie, wciąż grając i śpiewając żywiołową tarantellę. Zamiast pełnej figur retorycznych i dysonansów sakralnej muzyki barokowej, francuscy artyści wykonywali melodyjną, neapolitańską pieśń o prostej budowie zwrotkowej. Słuchacze patrzyli po sobie zdziwieni, ale i z wyraźnymi uśmiechami na twarzach.

Następnym punktem programu było trzygłosowe Stabat Mater rodem z Apulii (źródłem są fragmenty manuskryptów z Santoro i Monopoli), wykonane a capella przez tenorów Serge’a Goubiouda, Huguesa Primarda i basa Emmanuela Vistorky’ego. Niezwykle trudne to musiało być śpiewanie, szczególnie pod kątem intonacyjnym, a panowie świetnie sobie z nim poradzili, wprowadzając nas – słuchaczy – w odpowiedni nastrój. Męski tercet przetykany był nieziemskim aksamitem głosu Julii Lezhnevy, która stojąc na balkonie, śpiewała sekwencję w tak prosty, przejmujący i wręcz mistyczny sposób, że do teraz nie umiem znaleźć odpowiednich słów, by należycie opisać wrażenie, jakie na mnie wywarła ta jednogłosowa, chorałowa melodia. Głos rosyjskiej sopranistki przywodzi mi na myśl efekt, jaki wywołuje na nieruchomej tafli wody rzucony w odpowiedni sposób, obły kamień. Julia kończąc frazę, wyprowadza ostatni dźwięk, który u zwykłego śmiertelnika byłby po chwili zanikł – „utonął w wodzie”, lecz u niej ciągnie się niewyobrażalnie długo, zataczając kręgi i stopniowo zmniejszając swe natężenie, nie niwelując wszak boskiej krągłości. Pieści nim ucho i emocje każdego słuchacza z osobna, pozostawiając nieodparte wrażenie bycia świadkiem cudu na Ziemi.

Le Poheme Harmonique dodatkowo zaprezentowała tego wieczoru I Koncert na kwartet f-moll (I. Poco andante – Allegro II. Andante III. Amoroso IV. Allegro) F. Durante’a, wprowadzając nas dzięki temu jeszcze głębiej w kontekst czasowy, kulturowy i środowiskowy (zarówno Durante, jak i Pergolesi należeli do przedstawicieli szkoły neapolitańskiej), z którego wywodził się twórca jednego z najsłynniejszych opracowań muzycznych średniowiecznej sekwencji. Artyści pod batutą Vincenta Dumestre’a wykonali utwór Durante’a z właściwym sobie charakterem, doskonale różnicując w wyrazie poszczególne części – fragmenty Allegro prezentując z iskrzącą werwą, sam początek oraz drugą część z odpowiednią powagą i zadumą, zaś część trzecią – z silną, nostalgiczną emocją.

Po tej obszernej i porywającej lekcji historii muzyki, widownia została zaproszona do wysłuchania nieszablonowej, wysublimowanej interpretacji tak przecież “ogranego” i znanego wszystkim dzieła – Stabat Mater G.B. Pergolesiego. Niezwykłe, ale i charakterystyczne dla Misteriów Paschaliów jest to, że pomimo gigantycznej sali z nieciekawą akustyką, podczas festiwalowych koncertów panuje obłędnie intymny klimat. Tak było i tym razem. Miękki, pełny, a zarazem subtelny, swobodny w każdej części skali głos Lezhnevy ciekawie korespondował z perlistym altem debiutującej na festiwalu Anthei Pichanick. Artystki i wspaniała Le Poheme Harmonique zaprezentowały bardzo kontemplacyjne, pozbawione ostentacyjnego dramatyzmu spojrzenie na dzieło.
Bardzo ciekawe jest to, że kompozycja nie wymuszała niczego na głosie sopranistki. Często, z przyczyn niezależnych od woli śpiewaczek, fragmenty napisane powyżej g dwukreślnego śpiewane są głośno, ponieważ w innym przypadku dźwięki mogłyby im albo nie zabrzmieć zdrowo, albo w ogóle się nie odezwać. W przypadku Julii nie ma żadnego znaczenia czy w nutach występuje d1 czy też a2 – wszystko wykonuje z jednakową swobodą – dzięki czemu frazę może prowadzić tak, jak podpowiada jej tekst, retoryka muzyczna i serce, a nie fizyczne ograniczenia głosu. Niesamowicie piękne i słodkie pianissimo na słowie “benedicta” (część O quam tristis) było tego dobrym przykładem.

Co przykuło moją uwagę, to odmienne niż zazwyczaj potraktowanie części Quis est homo. Dumestre poprowadził swój zespół znacznie żywiej, niż przyjęło się to w tym fragmencie robić. Zawierająca pytania retoryczne (o to kim jest człowiek, który nie płakałby na widok męki Matki Chrystusa) część, nabrała dzięki temu zabiegowi jeszcze bardziej niepokojącego charakteru.
Myślę, że słynne Stabat Mater zostało wykonane ze smakiem i należytym szacunkiem. Znaczna część publiczności sądziła najpewniej podobnie, bo nagrodziła artystów gromkimi brawami.

Nie obyło się jednak bez kontrowersji. Niektórzy słuchacze z dezaprobatą przyjęli neapolitańskie wprowadzenie w postaci „niefrasobliwej” tarantelli. Inni z kolei, mimo początkowego szoku, wyszli z koncertu zadowoleni. Przypuszczam, że część osób poczuła się urażona muzykowaniem tak odmiennym od kulturowo przyjętego w Polsce charakteru Wielkiego Piątku. Jestem jednak przekonana, iż odwołanie się do zwyczajów południowych Włoch, ulicznych procesji i tarantyzmu nie miało na celu umniejszenia powagi katolickiego święta, a jedynie nadanie koncertowi kolorytu, niepowtarzalnego charakteru oraz poszerzenie wiedzy i świadomości miłośników festiwalu. Nie każdy wszak musiał znać wcześniej płytę Le Poheme Harmonique, na której pojawił się już zabieg zestawienia ulicznych, neapolitańskich śpiewów z kompozycją Pergolesiego. Warto pamiętać, że od czasów średniowiecza muzyka ludu przenika się z twórczością kompozytorów, a muzyka świecka oddziałuje na muzykę sakralną (zresztą ze wzajemnością).

Osobiście uważam piątkowy wieczór za niezwykle udany i odpowiednio nastrajający do przeżywania Wielkiego Piątku, za co serdecznie dziękuję organizatorom koncertu oraz artystom. Z niecierpliwością wyczekuję kolejnej edycji mojego ukochanego festiwalu Misteria Paschalia.

 

  • Moim widzeniem stanowi toż pojedynczy spośród najszlachetniejszych tekstów dzisiejszych okresów. Każdemu czytającemu ten artykuł polecam nauczyć się z stylu angielskiego, bo za ściana również istanieje wiele ciekawych postaci spośród takimi pracami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Trackbacks and Pingbacks